Szczegóły. 5 399.00 zł. Zasięg na jedno ładowanie: do 90 km (z akumulatorem 10 Ah) Podstawowy rower elektryczny w kategorii składaków przeznaczony na spokojne wycieczki, krótkie wypady poza miasto, czy przeciwnie do kawiarenki na kawę. Szczegóły. Składany rower elektryczny LOVELEC Flip 2022. cena:
- Serdecznie pozdrawiam służby mundurowe i cywilne, które biorą udział w ochronie granic państwa polskiego. Bardzo dziękuję za waszą codzienną służbę - tak Pan Piotr, słuchacz Jedynki, wyraził swoje wsparcie dla polskich mundurowych pełniących służbę na granicy polsko-białoruskiej. Ciepłych słów pod adresem żołnierzy w audycji "Piosenki na życzenie" było znacznie
Strażnica została sformowana w 1945 w strukturze 33 komendy odcinka jako 153 strażnica WOP (Uhnów) [1] o stanie 56 żołnierzy. Kierownictwo strażnicy stanowili: komendant strażnicy, zastępca komendanta do spraw polityczno-wychowawczych i zastępca do spraw zwiadu. Strażnica składała się z dwóch drużyn strzeleckich, drużyny
Prawica atakuje film Holland. Opowiadający o kryzysie na polsko-białoruskiej granicy film "Zielona granica" Agnieszki Holland można oglądać w kinach od piątku, 22 września. Jednak historia ukazana z perspektywy uchodźców, aktywistów, mieszkanki Podlasia i strażnika granicznego została "rozebrana" na czynniki pierwsze jeszcze nim
Strażnica SG w Barcianach w maju 1991 roku ochraniała odcinek granicy państwowej od znaku granicznego 2176 (wył.) do znaku granicznego 2225 o długości 22,85 km. Od zachodu graniczyła ze strażnicą SG w Bartoszycach, a od wschodu ze strażnicą SG w Węgorzewie. W 1997 roku od zachodu zaczęła graniczyć ze strażnicą SG w Sępopolu.
Przy strażnicy, na granicy Zna ją każdy ptak. A gdy noc zapada głucha, Często nawet księżyc słucha, Jak po służbie gdzieś samotnie Żołnierz nuci tak: Hen, daleko, za mgłą Jest rodzinny twój dom. Tam dziewczyna twa śpi W swej rodzinnej wsi. Gwiazdy gaszą swój blask, Bo już budzi się brzask. Gdy ty śpisz, kraju strzeże
Żadnych Polaków. 25 września 1999. 4 minuty czytania. Artykuł o szykanowaniu polskich podróżnych na granicy czesko-austriackiej w Drasenhofen ("Na granicy jest strażnica", POLITYKA 31) wywołał reakcje, których liczebność i ton trudno było przewidzieć. Piszą ludzie nie tylko z całego kraju, lecz także z odległego świata (np. z
W KINACH - od 19 lutego 2016, oficjalny fanpage: https://www.facebook.com/nagranicyfilmPojedynek na aktorskim szczycie! Andrzej Chyra kontra Marcin Dorocińsk
W marcu 1953, w strukturze 81 batalionu Wojsk Ochrony Pogranicza, została sformowana strażnica WOP kategorii III Graniczne Budy. Przystąpiła ona do ochrony granicy państwowej 25 maja 1953 [1] . W wyniku reorganizacji Sudeckiej Brygady WOP przejęła ponad kilometrowy górski odcinek granicy państwowej, wchodząc jako 27 strażnica w
„Polska granica jest bezpieczna niezależnie od intencji wrogów naszej wolności” – mówił Minister Koordynator Służb Specjalnych Mariusz Kamiński podczas wyjazdowego posiedzenia Komitetu Rady Ministrów ds. Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych, które odbyło się w Placówce Straży Granicznej w Krynkach, na granicy polsko-białoruskiej. W posiedzeniu brał też udział
qABG0J. Cerkiew Zwiastowania (XVII w.) w Kołomyi Brzegi Czeremoszu w Kutach łączy dziś tylko wąska kładka. Środkiem nurtu rwącej pod nią górskiej rzeki od czasów średniowiecza biegła granica Rzeczypospolitej, a potem Austrii z Mołdawią i Turcją, Galicji z Węgrami, a przed II wojną światową Polski z Rumunią To właśnie w Kutach w nocy z 17 na 18 września 1939 r., w obliczu inwazji sowieckiej, prezydent Ignacy Mościcki i polski rząd, a kilka godzin później również marszałek Rydz-Śmigły ze sztabem przekroczyli rumuńską granicę. Tędy także wywieziono skarby wawelskie. Nadal jeszcze nad Czeremoszem wznosi się dawna strażnica polskiej Straży Granicznej. Drewniany most na rzece nie przetrwał wojny. Kuty znane były niegdyś jako „mała stolica polskich Ormian”. Od XVIII w. stanowili oni znaczny odsetek mieszkańców tej ruchliwej kupieckiej osady. Zajmowali się głównie wytwarzaniem safianu, czyli wyprawianiem koźlich skór. Na słynne odpusty ormiańskie przybywali nad Czeremosz wierni nawet z dalekiej Armenii. Po Ormianach pozostał w miasteczku XVIII-wieczny kościół przejęty przez Cerkiew prawosławną. Przetrwał też i został zwrócony wiernym stuletni kościół katolicki. Przy rynku i brukowanych... Dostęp do treści jest płatny. Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną. Ponad milion tekstów w jednym miejscu. Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej" ZamówUnikalna oferta
Tytuł tego felietonu jest zapożyczeniem ze słów pochodzącej z lat pięćdziesiątych, a bardzo wówczas popularnej piosenki, o łatwo wpadającej w ucho melodii i sentymentalno-patriotycznym tekście. Tytuł tego felietonu jest zapożyczeniem ze słów pochodzącej z lat pięćdziesiątych, a bardzo wówczas popularnej piosenki, o łatwo wpadającej w ucho melodii i sentymentalno-patriotycznym tekście. Od tamtych lat strażnic i strażników na naszych granicach stopniowo ubywało, aż doszło do tego, że to już nie my, lecz inni obwarowują swoje granice przed nami. Według wcześniejszych zapowiedzi, z majem tego roku, wraz z naszym wstąpieniem do Unii Europejskiej, zniknąć miały kolejne strażnice na granicach, a Europa miała stanąć przed nami otworem. Gdyby tak się stało, byłaby to jedna z najbardziej spektakularnych i natychmiast odczuwalnych zmian z tego wstąpienia wynikających. Okazuje się jednak, że niezupełnie tak ma być, a już na pewno nie od razu. Co więcej, wszystkiemu rzekomo winne są komputery, które albo naprawdę ktoś zaniedbał rozbudować, albo które są tylko wygodną wymówką. Obecna sytuacja na granicach Unii jest wynikiem umów międzynarodowych zawartych w luksemburskiej wiosce Schengen. Po wdrożeniu postanowień pierwszej z nich (w 1986 r.), pojawiło się tyle luk i niejasności prawnych, że zastąpiono ją wkrótce (1990 r.) nowym, lepszym porozumieniem. Nie przystąpiły do tych układów Zjednoczone Królestwo i Irlandia, które kontrolę na swych granicach utrzymały. Umowy z Schengen objęły natomiast również Norwegię i Islandię, które nie są członkami Unii, ale uczestniczą w Północnej Unii Paszportowej, którą dużo wcześniej zawarły państwa skandynawskie. Przestrzegania postanowień umowy z Schengen pomaga pilnować - jak to określają Niemcy - "komisarz komputer", czyli specjalny system komputerowy, który pełni rolę wirtualnej strażnicy, panującej nad wszystkimi granicami Unii i sięgającej do strażnic realnych, czyli wszelkiego rodzaju przejść granicznych. Wdrożenie tego systemu, pierwotnie planowane na początek roku 1993, udało się dopiero w marcu 1995 r. Obsługujący ten system komputer mieści się w Strasburgu i gromadzi informacje o osobach, pojazdach itp. Obecnie jest tego kilkanaście milionów rekordów. Wprowadzenie doń danych następuje wyłącznie poprzez tzw. podsystemy krajowe członków Układu, a nie bezpośrednio na granicach Unii, gdzie strażnicy mogą tylko otrzymywać informacje. System ten nie jest w stanie obsłużyć większej liczby posterunków niż obecnie i - dla objęcia poszerzonej Unii - wymaga rozbudowy, której koszty szacuje się na blisko 400 mln euro. Pisał o tym zresztą niedawno także nasz macierzysty tygodnik. Wynika z tego tyle, że z pierwszym maja kontrole na granicach unijnych dla nas nie znikną i - co najwyżej - będziemy mogli przepychać się przejściami z unijną tablicą, ale za to podobno nawet z dowodem, zamiast paszportu. Za to znacznie ciekawsze atrakcje czekają na nas na granicach - by sięgnąć do języka Hrabala - Stanów Zadowolonych. Ci, którzy otrzymają obietnicę wizy w Polsce, zanim urzędnik graniczny naprawdę ich wpuści, zostaną sfotografowani, a powstałe w wyniku tego zdjęcie, wraz z odciskami dwóch palców, będzie zarejestrowane w komputerze. To wszystko będzie się działo w ramach systemu o ładnej nazwie US-VISIT. Dodatkową jego atrakcją ma być w przyszłości samoobsługowe składanie odcisków palców również przy wyjeździe, w celu sprawnego wyłapywania tych, którzy wyjeżdżają, a wcale nie przyjechali, bądź wracają, a przecież w ogóle nie wyjechali. Jeżeli ktoś zdążył się nieco zdenerwować, czytając ostatnie zdania, niech weźmie jednak pod uwagę i potraktuje jako okoliczność łagodzącą, że tak naprawdę system ten jest jednak kolejnym dowodem naszego bezinteresownego wkładu w ład i bezpieczeństwo tego Świata: realizację i wdrożenie tego systemu nadzoruje przecież niejaki Bob Mocny.
W naszym regionie, po kolejnych rozbiorach, czy wojnach, kolejny władcy wytyczali nowe granice. Przeważnie palcem po mapie, z którą wojskowi w ręce, ustawiali już na polu słupy graniczne, grodzili drutem itp. Niejednokrotnie granica fizycznie przechodziła nawet przez połowę stodoły, gospodarstwa. Gdy wchodziliśmy do strefy Schengen, na granicy polsko- białoruskiej postawiono jeszcze strażnice, izby zatrzymań, strzelnice, wieże łącznościowe i inne cuda techniki pozwalające strzec granicy. Do tego jeszcze przy samej granicy wysokie, na 30 metrów maszty, w nich ukryte kamery, które widzą wszystko. Czasami, jak to jest w Chomątowcach, maszt stoi w pobliżu zabudowań wiejskich, co nie w smak tubylcom. Nie ma już mowy o wybraniu się za „miedzę” na grzyby, bo czujne oko strażnika i kamery widzi wszystko. Przed paroma laty nie lada orzech do zgryzienia miał sąd, gdy skierowano tam akt oskarżenia przeciwko jednemu z mieszkańców przygranicznej wioski za przekroczenie granicy w celu grzybobrania właśnie. Pies pograniczników, po śladach zostawionych przez mężczyznę obutego w trampki, doprowadził do jednej z zagród. Na salę sądową stawili się jednak niemal wszyscy dorośli mieszkańcy wioski obuci w…trampki. We wsi był, bowiem, tylko jeden sklep, w którym do nabycia, oprócz artykułów spożywczych, było też obuwie, tyle tylko, że jeden rodzaj od jednego producenta. Ludzie, jak jeden mąż stanęli w obronie oskarżonego. Całej wsi posadzić za kratki zaś nie da rady. Wszystkie te obostrzenia są spowodowane faktem, że polsko- białoruska granica jest też zewnętrzną granicą Unii Europejskiej. I trzeba jej strzec, jak źrenicy oka. Ta sama Unia wymaga też, by co 20 kilometrów były usytuowane małe przejścia graniczne dla mieszkańców pogranicza. Tym akurat władze III RP Ne przejmują LipszczanyPóki Polska nie była Unii Europejskiej, mieszkańcy przygranicznych miejscowości mogli przynajmniej bez kłopotów pojechać na groby swych bliskich, nawet przez nieistniejące przejścia graniczne. Dostawali jednodniową przepustkę i mogli przejść pieszo na Białoruś, np., w Lipszczanach. Niestety, teraz muszą udawać się do Kuźnicy, Bobrownik, czy innych, oddalonych o dziesiątki kilometrów, przejść, no i mieć wizę. Wciąż nie ma nie weszła w życie umowa o bezwizowym przygranicznym ruchu z Białorusią, a jak nawet wejdzie, to się przez granice nie przejdzie, bo nie ma przejścia. Przejście w Lipszczanach nie ma szczęścia. Na początku lat 90- tych jego uruchomienie zablokowało jedno słowo: ”korytarz”, jakie wypowiedział ówczesny prezydent Federacji Rosyjskiej, Borys Jelcyn, mówiąc o potrzebie budowy dobrej drogi od przejścia w Gołdapi w kierunku Lipska, przez Olecko, Cimochy, Raczki, Augustów i dalej na Białoruś. Wówczas nasi, nieznający języków, politycy jeszcze nie zdawali sobie sprawy, że tak w Unii Europejskiej zwie się transgraniczne drogi. Jelcyn miał lepszych doradców, ale nie mamy ani drogi, ani przejścia, a ówczesny wojewoda suwalski Andrzej Podhul przypłacił „kumanie się” z ruskimi stanowiskiem. Potem przejście w Lipszczanach, w dodatku nie tylko dla piechurów, aut osobowych, ale także ciężarowcy do 7,5 tony, obiecał przed którymiś wyborami minister spraw wewnętrznych i administracji - Krzysztof Janik z SLD. Nie ma go ani w rządzie, ani w polityce, nie ma też przejścia. Po raz ostatni - i chyba ostateczny- budowę przejścia w Lipszczanach wykreślił rząd Donalda Tuska w 2009 roku. Jest za to w Lipszczanach - i to od kilku lat- nowoczesna strażnica, wyposażona w najnowocześniejszy system łączności Kilkudziesięciu funkcjonariuszy straży granicznej pilnie strzeże 17 – kilometrowego odcinka granicy. Taka mniej więcej ma być odległość między poszczególnymi placówkami straży. Tymczasem polsko - białoruski zespól ds. współpracy transgranicznej od lat postuluje otwarcie lokalnych przejść nie tylko w Lipszczanach, ale i Chróścinach, Jałówce, Tokarach, by po wejściu w życie umowy ruchu bezwizowym, ludzie mieli blisko do bliskich. Wszak i tu, podobnie jak i na odcinku litewskim, granicę przeprowadzano po wojnie często przez połowę wsi, gospodarstwa. Przed wejściem do Schengen, mieszkańcy polsko-białoruskiego pogranicza mogli przynajmniej udać się prostą drogą na groby bliskich w Święto Zmarłych. Otrzymywali jednodniowe przepustki, a szlabany podnoszono w Lipszczanach i innych przygranicznych miejscowościach. Teraz już nie i Litwin mają lepiejO tym, że Unia Europejska i jej chłodne stosunki z Łukaszenką, nie są przeszkoda dla kontaktów międzyludzkich przekonali się już Łotysze (też - gdyby ktoś miał wątpliwości) kraj jak najbardziej unijny. W Święto Zmarłych obywatele Łotwy, mieszkający w strefie przygranicznej, bez większych przeszkód będą mogli się udać na groby bliskich na terenie Białorusi i Rosji. Łotwa już trzy lata temu podpisała porozumienie z Białorusią o małym ruchu granicznym. W czerwcu br. weszła w życie umowa z Rosją. Mieszkańcy strefy przygranicznej nie potrzebują wiz, wystarczy, że raz na kilka lat wykupią pozwolenie na przekraczanie granicy, które kosztuje 20 euro. Oprócz tego muszą mieć ubezpieczenie zdrowia, ubezpieczenie samochodu i uiścić tzw. opłatę ekologiczną. Dzięki ułatwieniom w przekraczaniu granicy odwiedzają swoje rodziny na Białorusi tak często, jak chcą. Rządy Litwy i Białorusi też podpisały porozumienie o małym ruchu granicznym trzy lata temu, w październiku 2010 roku. Zgodnie z nim osoby mieszkające w promieniu 50 km od granicy mogłyby uzyskać zezwolenie na przebywanie na terytorium sąsiedniego kraju, w strefie granicznej. Po stronie litewskiej w strefie tej mieszka 800 tys. osób, po stronie białoruskiej - 600 tys. Parlamenty obu krajów ratyfikowały dokument. Litwa zakończyła przygotowania do wejścia w życie porozumienia w marcu 2012 roku, jednak do tej pory z Białorusi nie nadeszła odpowiedź na wystosowane pismo. Aby jednak ułatwić mieszkańcom wyjazdy na cmentarze, Służba Ochrony Granicy Państwowej Litwy w dniach od 1 do 3 listopada tymczasowo otwiera przejścia graniczne dla pieszych. Na odcinkach: Norwiliszki-Pieckuny, Krakuny-Gieraniony oraz Urlańce-Klewica. A więc, można.
Jest 29 maja br., późny wieczór. Autokar PKS na trasie Warszawa-Neapol odbywa swój codzienny rejs i po dziesięciu godzinach jazdy zbliża się do granicy czesko-austriackiej w Drasenhofen. Jeszcze tylko ta ostatnia granica, na której trzeba okazać paszport i można zasnąć bez obawy budzenia aż do Florencji. Ale zmęczonym podróżnym nie było to dane. Pracownik linii autobusowej doręcza podróżnym obfite w rubryki deklaracje, których wymagają władze austriackie. Trzeba podać nie tylko ilości wódki, papierosów, obcych walut, ale i wymienić narzędzia, z którymi się podróżuje (np. wiertarkę czy nożyce do cięcia żywopłotów).Polski obywatel przywykł w przeszłości do niejednego dziwactwa władz celnych w państwach socjalistycznych, przyzwyczajony jest też do cierpliwości i pokory. Druki zostają więc wypełnione bez szemrania. Każdy jednak przytomniejszy podróżny stawia sobie rozsądne pytanie: po co ta liczna makulatura celnikom państwa, przez które polski autobus przejeżdża głęboką nocą i tranzytem? Polityka (2204) z dnia Społeczeństwo; s. 66